Czy jest ratunek dla niezadowolonych klientów funduszy inwestycyjnych?

Na początku wieku miasta zaczęły „przyozdabiać” wielkopowierzchniowe reklamy funduszy inwestycyjnych obiecujące kilkudziesięcio, a nawet kilkuset procentowe zyski w skali kilku lat. Propozycja ta, w porównaniu z tradycyjnymi lokatami wydawała się wyjątkowo atrakcyjna i wiele osób skusiło się na ofertę TFI.

Faktycznie, w czasie hossy wartości posiadanych jednostek rosły, aż do 2007 r. kiedy na światowych rynkach zapanował kryzys. Wówczas większość uczestników funduszy inwestycyjnych w owczym pędzie rozwiązało umowy, a środki, które zostały im zwrócone bardzo często stanowiły tylko część tego co początkowo zainwestowali. Istotnie, ryzyko związane z inwestowaniem na giełdzie to miecz obusieczny. Wszyscy byli zadowoleni dopóki ceny akcji pięły się w górę i wówczas mało kto myślał o lokowaniu oszczędności w bezpieczniejsze produkty finansowe.



Ostatecznie jednak stracili nie tylko ci, którzy inwestowali przykładowo w ryzykowne fundusze akcji. Również te osoby, które lokowały oszczędności w fundusze, które wydawałoby się miały stwarzać mniejsze ryzyko strat mogą czuć się przynajmniej zawiedzeni. Przykładem jest Arka BZ WBK Fundusz Rynku Nieruchomości FIZ ( obecnie w likwidacji) gdzie okazało się, że przez jedenaście lat swojej działalności fundusz ten przyniósł straty. Wróćmy do roku 2004 kiedy fundusz ten rozpoczynał swoją działalność. Polska dopiero co stała się częścią zjednoczonej Europy, a przed większością domowych inwestorów roztaczała się wizja bogaczy zza zachodniej granicy chcących nabywać polskie nieruchomości po okazyjnych (z ich punktu widzenia) cenach. Tak zresztą było i do czasu kryzysu w 2007 r. na inwestycjach w nieruchomości można było zarobić naprawdę dobre pieniądze i to bez konieczności inwestowania w wyspecjalizowane, jakby się mogło wydawać, instrumenty finansowe zarządzane przez najlepszych z najlepszych ekspertów na rynku nieruchomości. I tak, w 2004 r. inwestorzy objęli wszystkie certyfikaty wspomnianego funduszu inwestycyjnego warte łącznie 339 500 000 zł. Kwota ta następnie miała być inwestowana głównie w nieruchomości, które po 3 latach miały stanowić 90% aktywów funduszu. Połowa tych nieruchomości miała stanowić powierzchnie biurowe, a reszta mieszkaniowe, handlowe czy magazynowe, w znacznej części położone w Warszawie.

I co się okazało? W 2004 r. cena emisyjna jednego certyfikatu wynosiła 97,00 zł. Natomiast po owych jedenastu latach, wartość jednostki funduszu zarządzanego przez, jak można by oczekiwać ekspertów od rynku nieruchomościami znającymi ten biznes od podszewki, wynosi 69,80 zł netto (stan na 31 grudnia 2014 r.), a że trwa proces likwidacji, którego koszty są wysokie to wycena ta z dużą dozą pewności będzie się jeszcze kurczyć.

Wiele osób zada sobie pytanie jak zmieniły się ceny nieruchomości na przestrzeni tych jedenastu lat. Niezależnie od źródeł, ceny nieruchomości mieszkaniowych w Warszawie poszły w górę prawie o 100%. Nietrudno się domyślić, że ceny stołecznych nieruchomości komercyjnych musiały wzrosnąć przynajmniej o kilkadziesiąt procent.

W tym momencie można się zastanowić czy nie lepiej było kupić wówczas mieszkanie, bez konieczności powierzania swoich oszczędności, często z całego życia, funduszowi inwestycyjnemu. Każdy fundusz z przezorności ostrzegał o ryzyku związanym z inwestowaniem, ale w tym konkretnym przypadku kiedy obiektywnie ceny nieruchomości idą w górę, a wartość funduszu spada można mówić o jakiejś nieprawidłowości.

Czas na analizę prawną opisanej sytuacji. Czy polski ustawodawca przewidział jakieś środki ochrony prawnej dla klientów TFI, którzy uważają, że źle zarządzano ich środkami? Odpowiedzialność TFI (w opisywanym przypadku BZ WBK Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych S.A.) za nienależyte zarządzanie środkami zgromadzonymi w funduszu reguluje artykuł 64 ustawy o funduszach inwestycyjnych. Czego można by domagać się w tej konkretnej sprawie? W szczególności naprawienia szkody w postaci utraconych korzyści. Jeżeli ceny nieruchomości obiektywnie szły w górę i to nie o kilka, ale o kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt procent to można by żądać zapłaty różnicy między kwotą, która zostanie wypłacona uczestnikom funduszu, a kwotą jaka powinna byłaby być osiągnięta, gdyby fundusz był zarządzany prawidłowo. Kto to obliczy? Biegły sądowy, który będzie badał racjonalność zarządzania portfelem inwestycyjnym funduszu i kwotę, która mogłaby zostać osiągnięta gdyby osoby zarządzające robiły to prawidłowo.

A co gdyby uznać, że statut funduszu inwestycyjnego to tzw. wzorzec umowny? Wtedy osoby, które jako konsumenci inwestowały w fundusz mogłyby podjąć trud kwestionowania niektórych postanowień statutu jako niedozwolonych. Są to takie postanowienia wzorca umownego, które nie zostały indywidualnie uzgodnione z konsumentem, a jednocześnie kształtują jego prawa i obowiązki w sposób sprzeczny z dobrymi obyczajami, rażąco naruszając jego interesy. Nie dotyczy to jednak zapisów, które określają świadczenia główne stron chyba, że zostały opisane w sposób niejednoznaczny.

Jako przykład, zresztą najtrudniejszy, można podać postanowienia statutu (artykuł 38) mówiące o wynagrodzeniu TFI, które oblicza się m.in. następującym wzorem:
Można przypuszczać, że statystyczny konsument będzie miał problemy z rozszyfrowaniem tego sposobu wynagradzania. Niestety wynagrodzenie towarzystwa jest świadczeniem głównym, a to oznacza, że możliwość jego kwestionowania jest dosyć utrudniona. Jak zostało wspomniane, nie dotyczy to jednak sytuacji gdy umowa określa wspomniane świadczenie główne w sposób niejednoznaczny. Co by to mogło oznaczać w praktyce? Można by pokusić się o zakwestionowanie wynagrodzenia, które pobrało sobie TFI z majątku funduszu, co potencjalnie zwiększyłoby wartość certyfikatów uczestnictwa.

Przeglądając wyroki polskich sądów, można odnieść wrażenie, że sprawy przeciwko funduszom nie były dotychczas popularne. Być może duża ich część kończyła się ugodowo bez konieczności spotykania się prawników na sali rozpraw. W tej konkretnej sprawie, patrząc chociażby na nastroje inwestorów uzewnętrzniane na różnych forach internetowych, wydaje się, że do tych spraw dochodzić będzie i to na dużą skalę.
Trwa ładowanie komentarzy...